Wspólnie z czytelnikami Gazeta Wyborcza tropi buble prawne, a ministerstwo obiecuje je poprawić!
Urząd Skarbowy wezwał mnie by sprawdzić rozliczenie roczne PIT. W związku ze zmianą ceny internetu w ciągu roku pomyliłem się z sumą faktur do odliczenia z tego tytułu o kilka złotych.
Kosztowało to mnie i żonę czas na trzy wizyty w urzędzie, pisanie korekty zeznania i podpisanie jakiegoś protokołu. To jest bzdura! Urzędnicy tracą czas swój i mój na bzdury. Wystarczyłoby ustalić w przepisach, że błędy skutkujące korektą do jakiejś kwoty np. 100 zł podatku można skorygować na zasadzie ustalenia telefonicznego lub prostej notatki, w której urządnik napisze, że ja dopłacę ten podatek, a ja zrobię przelew. A takie błędy na kilka złotych to w ogóle powinny być ignorowane, gdyż praca urzędnika nad ich korygowaniem kosztuje wielokrotnie więcej niż strata podatku przez państwo z tego tytułu. Nie wspominam o kilkunastu przeliczeniowych "człowiekogodzinach" moich i żony.
Ale cóż - przy urzędnikach jesteśmy marnym pyłem.



