Wspólnie z czytelnikami Gazeta Wyborcza tropi buble prawne, a ministerstwo obiecuje je poprawić!
Prawo powinno zabezpieczyć obywateli przed tym co ostatnio dzieje się w rozliczeniach z firmami dostarczającymi energię elektryczną. Nigdy nie narzekałem, ale dostałem "domiar" 300zł i plan płatności za energię na 2009 rok na jakieś 600 zł. A energii tej nie zużywam w ogóle! Mam tylko przyłącze i budowę.
Są tu dwa buble:
Jeden to przyzwolenie prawne na wymyślanie rozlicznych opłat stałych i tzw. przejściowych, co pozwala brać 600 zł nawet bez dostarczania prądu!
To bzdura. Wodociągi biorą tylko za metr wody i ścieków, bez opłat stałych, mają potężną infrastrukturę, sieć, oczyszczalnie i dają sobie radę. A taka Enea bierze 600 zł nawet nic nie dostrczając mimo, że za przyłącze, licznik itd. zapłaciłem sam!
Drugi bubel to absurd, że Enea nie pozwala mi zmienić taryfy na domową, która ma mniejsze opłaty stałe (taryfa budowlana to taryfa dla działalności gospodarczej, której nie prowadzę) mimo , że przyłącze jest przy ulicy i nie ulegnie żadnej zmianie nawet jak zamieszkam. By zmienić taryfę mam uzyskać pozwolenie zasiedlenia budynku, jakieś badania instalacji itp. (poco skoro i tak będą liczyć tym samym licznikiem). Do tego czasu będą ze mnie zdzierać.
To typowy MONOPOL, zdzierstwo i złodziejski system.
A zmiana operatora jest fikcją, bo nowy operator nalicza wszystkie opłaty stałe lokalnego dostawcy, a tylko zmienne własne, a to różnice groszowe dla gospodarstw domowych.



